“Persona. Ciało Simone”

Spektakl Krystiana Lupy na festiwalu teatralnym “Boska Komedia”.

(Simone Weil)

Idąc do nowohuckiej Łaźni Nowej na spektakl reżyserowany przez Krystiana Lupę nie wiedziałem czego się spodziewać. Wprawdzie miałem z tyłu głowy głosy krytyków, którzy po słynnej prapremierze w Dramatycznym, orzekli wręcz że “Lupa się skończył”. Nie chciałem jednak z góry przyjmować negatywnego nastawienia, zwłaszcza, że sama materia spektaklu wydała mi się interesująca – Lupa podjął tu swego rodzaju dialog z postacią Simony Weil.

Media zainteresowały się tym spektaklem, gdy Szczepkowska w czasie prapremiery wypięła się w stronę reżysera i pokazała mu swoje “przysłowiowe cztery litery”. W opinii samej aktorki był to “osobisty performance”, ale większość krytyków tłumaczyła sobie ten gest konfliktem pomiędzy nią a Lupą.

Ten incydent przysłonił wymowę dzieła i przez jakiś czas spektakl otaczała aura skandalu. Teraz Krystian Lupa przyjechał do Krakowa ze spektaklem na “Boską Komedię”, dzięki czemu sam miałem okazję zobaczyć “Personę…”.

Najmilszym elementem przedstawienia była dla mnie obecność na scenie Małgorzaty Braunek.

Aktorka znana jest z roli w “Lalce” czy w “Potopie”. Jej kariera aktorska świetnie się zapowiadała – w lata 70. była gwiazdą ale w pewnym momencie postanowiła podążyć drogą duchowego rozwoju i wyjechała na wschód, do Indii i Tybetu. Zrezygnowała z kariery w show biznesie i poświęciła się zgłębianiu i praktykowaniu buddyzmu.

Teraz, po kilkudziesięciu latach znowu wróciła na deski teatralne i to z dużym powodzenie (“kreacja i odkrycie sezonu” jak pisali krytycy). Z tego co mi mówiła, jest to jednak jednorazowy powrót do aktorstwa.

Jej kreacja jest bardzo ciekawa – momentami bowiem postać, którą gra w pewien sposób zbliża się do życiorysu samej aktorki. Braunek wykorzystuje wręcz na scenie swoje osobiste historie czy gesty. Bez wątpienia wniosła bardzo dużo do wizji Lupy, choć trzeba też przyznać, że reżyser słynie z tego, że w swojej praktyce teatralnej wymaga od aktorów zaangażowania sfery prywatnej (czy przeciwko temu zaprotestowała Szczepkowska?).

Sam spektakl jednak mnie momentami nużył- muszę to przyznać. Mimo obecności Braunek i Ostaszewskiej ze sceny chwilami wiało nudą i dłużyzną (spektakl trwał prawie 4h). Miałem wrażenie, że za mało było w tym przedstawieniu słów Simony, a za dużo przemyśleń Krystiana Lupy.

Ktoś na widowni powiedział też coś w rodzaju: “jeśli nie możesz czegoś zrobić to tego nie rób – zamiast rozwodzić się nad swoją niemocą”. Rozśmieszyło mnie to stwierdzenie ale chyba jest w tym coś trafnego odnośnie zmagań reżysera z osobowością Simone Weil.

Spektakl bez wątpienia był trudny. Może winienem oglądać go w większym skupieniu… W każdym razie reżyser mnie nie przekonał – spodziewałem się więcej po tym jak zobaczyłem “Factory2″…

***

Andrzej Szeremeta grający rolę Artura (sceniczne porte-parole Lupy), został wybrany na najlepszego aktora festiwalu.

Zwyciężył spektakl pod tytułem “Był sobie Andrzej Andrzej Andrzej i Andrzej” w reżyserii Moniki Strzępki.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: